Category Archives: Aktualności i wydarzenia

HISTORIA JEDNEJ RYCINY: Arka Noego, Budowa Statku

ArkaNoego

19 czerwca 2015, o godz. 10.00

Jezuicki uczony Athanasius Kircher, porównywany z wielkim Leonardem – być może ostatni człowiek, który wiedział wszystko, bo potrafił dokonać wszystkiego, na co przyszła mu ochota – w roku 1675 opublikował, pod tytułem Arca Noë, rezultaty swych badań nad biblijną jednostką pływająca. Na 239 stronach + kilkanaście stron indeksu.

Dzieło było ilustrowane – zachowały się odręczne szkice autora – rycinami. Dzięki którym osiągnął naszym zdaniem – uwaga: na razie oceniamy tylko efekt wizualny – znacznie ciekawsze rezultaty niż jego poprzednicy (np. Schedel) i jego następcy przedstawiający wyobrażenia statku Noego. I całej jego historii.

Sam Potop – inaczej niż innych – interesował Kirchera niespecjalnie.
Skupił się natomiast – traktując opis biblijny jako prawdę literalną, wzbogacając go jednak rezultatami współczesnej mu nauki – na budowie Arki. Którą traktował jako konkretny przejaw nieskończonej mądrości Boga. Który my znaliśmy słabo. Tylko ze skąpego opisu w Księdze Rodzaju. Ale teraz znamy lepiej. Także dzięki – zaproponowanej przez Kirchnera – rytowanej wizualizacji.

Kirchner uznał, że architektem Arki był sam Bóg. Który – prawdę mówiąc, więc w rzeczywistości – dał Noemu ramowe instrukcje jak budować. Więc nie był to tzw. inteligentny projekt, ale plan boski.

W warstwie poznawczej Kirchera interesowały problemy: rozmiarów statku, szczególnie w jednostkach sześciennych; rodzaju, liczby i rozmieszczenia zwierząt; ich załadunku i wyżywienia. I inne – bardziej szczegółowe kwestie.

Doszedł – przy pomocy szkiełka i oka, bynajmniej nie jako kreacjonista (którym był) – do wniosku, że wszystkie były rozwiązywalne.

Książkę Kirchnera uważnie przeczytał i dokładnie obejrzał Jan Luyken. I stworzył na jej podstawie swoją wizję Arki – naszym zdaniem – bardziej niż fascynującą w swej inżynieryjnej urodzie.

***

de Timmering der Arke onder’t bestuur van de goddelyke Bouwmeester Noach in syn aanleg en werkdadige voortgang vertoond
Miedzioryt
według własnego rysunku inspirowanego grafiką
w dziele Athanasiusa Kirchera, Arca Noë (1675)
rytował Jan Luyken, 1690
Joodse Oudheden, ofte Voor-Bereidselen tot de Bybelsche Wysheid, en gebruik der heilige en kerkelijke historien: uit de Alder-Oudste Gedenkkenissen der Hebreen, Chaldeen, Babyloniers, Egiptenaars, Syriers, Grieken en Romeinen…, Amsterdam (Wilhelm Goeree) 1690.
Kolekcja »Żyd Niemalowany«

***

Zajęcia odbędą się:

19 czerwca 2015, o godz. 10.00
na Zamku Królewskim w Warszawie
pl. Zamkowy 4, Warszawa
w ramach wystawy „Żyd Niemalowany w Ziemi Kanaan”
prezentowanej w Galerii Wystaw Czasowych
Prowadzenie: Paweł Szapiro
Oprawa graficzna: Magda Rubenfeld Koralewska
Program jest realizowany przez Fundację Żyd Niemalowany
Program jest współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa

Screen Shot 2015-06-18 at 01.33.14
Więcej informacji: www.zydniemalowany.pl
Polub nas na facebooku: www.facebook.com/zydniemalowany

 

HISTORIA JEDNEJ RYCINY: Józef objaśniający sny urzędników Faraona

HJG1

17 maja 2015, o godz. 10.00, na Zamku Królewskim w Warszawie

Jeden z najciekawszych miedziorytów starotestamentowych w historii grafiki nowożytnej. Znany ze zbiorów British Museum, Metropolitan Art Museum oraz Harvard Art Museums. Wpolskim zasobie muzealnym dotąd nie notowany. Wśród innych rycin w kolekcji Żyd Niemalowany – ze względu na symbolikę gestów postaci na wyobrażeniu – najbardziej teatralny. I w ogóle –z każdego punktu widzenia – najbardziej.

 Więc zasługujący na przywołanie tutaj biblijnej historii oraz na dodanie jednego szczegółowego objaśnienia:

Oto – według Księgi Rodzaju – Jozef, sprzedany przez braci Izmaelitom, trafia do Egiptu, gdzie staje się niewolnikiem dowódcy straży przybocznej faraona. Wkrótce – zarządcą całego jego majątku. Oraz obiektem grzesznego pożądania żony dygnitarza. Która, kiedy nie udaje jej się uwieść młodego, oskarża go próbę flirtu siłowego, tzw. dziś gwałtu. Co kończy się więzieniem. W celi Józef trafnie interpretuje – taką już posiadał nadzwyczajną umiejętność – sny współwięźniów. Przepowiadając jednemu z nich: podczaszemu – powrót do dawnych godności, a drugiemu zaś: nadwornemu piekarzowi – śmierć.

Być może gest prawej ręki piekarza na wyobrażeniu – zgięty palec środkowy unieruchamia kciuk, co już w poźnośredniowiecznym kodzie gestów oznaczało ostateczne rozstanie (Etienne de Bourbon, Tractatus de diversis Materiis Praedicabilibus, XIII w.) – ma poinformować widza, że przepowiedni dano wiarę. Gesty innych postaci również są – wrozmaity sposób – znaczące. Ale nie wszystkie potrafimy tak jasno zinterpretować. Mimo że też posiadamy nadzwyczajne umiejętności.

Choć znane są okoliczności, w których  pierwowzór malarski (olej na płótnie) zawędrował na Wyspy, oraz w czyich rękach pierwotnie się znalazł, a także powody, które skłoniły Brytyjczyków – ponad sto lat po śmierci malarza – do wykonania miedziorytniczej wersji Józefa objaśniającego…, dalsze losy obrazu są – na razie – nieznane. Co dość zaskakujące, bo dzieło w końcu XVIII w. zaliczono do grupy the most capital paintings w Londynie i wokolicach.

Ta rycina ma trzech twórców: wielkiego barokowego malarza i rytownika, Hiszpana Jusepe Ribera  (1591-1652), młodego angielskiego rysownika Johna Hamiltona Mortimera (1740-1779) i również angielskiego rytownika Aleksandra Bannermana (ok. 1730 – po 1780).

(Dürer – w którego dorobku nie ma niestety za  wiele rycin starotestamentowych – tak byłw ogóle zajęty w wymiarze ogólno-artystycznym wyprzedzaniem epoki, w szczególności zaś podnoszeniem techniki drzeworytu na niespotkany przedtem i potem poziom technicznej wirtuozerii, że nie zdążył zająć się tematem Józefa. Więc trójca Ribera-Mortimer-Bannerman może spać spokojnie).

Spotkanie odbędzie się:
17 maja 2015, o godz. 10.00
na Zamku Królewskim w Warszawie
pl. Zamkowy 4, Warszawa
w ramach wystawy „Żyd Niemalowany w Ziemi Kanaan”
prezentowanej w Galerii Wystaw Czasowych
Prowadzenie: Paweł Szapiro
Oprawa graficzna: Magda Rubenfeld Koralewska

 

Screen Shot 2015-06-18 at 01.33.14
Program jest realizowany przez Fundację Żyd Niemalowny
Program jest współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa

Historia Jednej Ryciny

Babel

historia jednej Ryciny
projekt edukacyjny Fundacji Żyd Niemalowany
finansowany przez Biuro Kultury Urzędu m. st. Warszawy

Na wystawie ››Żyd Niemalowany w ziemi Kanaan‹‹ w Zamku Królewskim w Warszawie miedzioryty, akwaforty, mezzotinty i drzeworyty z XV-XVIII wieku. Sceny figuratywne i portrety. Drzewa genealogiczne. Budynki. Mapy. Epizody historii biblijnej i starożytnej Żydów. Tak jak je widzieli – między wieloma innymi – Guercino, Poussin, Rembrandt, Ribera czy Rubens.
Nikogo nie potrafimy skłonić, by wyobrażenie na choćby jednej rycinie okazało się interesujące na tyle, by uczestniczył w nim, jakby się działo w jego własnym życiu. Wiemy skądinąd, że niektórym – tym zwłaszcza, dla których na przykład Batszeba, król Dawid, Hagar, Hiob, Lot z córkami, Mojżesz, Arka Noego i wieża Babel nie są pustymi dźwiękami – czasem się to przytrafia.
Więc do namawiania każdego, by spróbował stać się ważnym – dla siebie samego – epizodem w życiu biblijnego przekazu, i w życiu nie byle jakiego dzieła sztuki graficznej, jesteśmy przygotowani. Co każdy może sprawdzić na spotkaniu z jedną-jedyną ryciną, samodzielnie wybraną spośród 62 na wystawie.

miasto

Kontakt z organizatorem:
Paweł Szapiro: 533 721 368

Czas trwania projektu: do 30.06.2015

Żyd Niemalowany w Ziemi Kanaan – Wystawa na Zamku Królewskim

Wernisaż: 14 maja (czwartek) 2015, g. 12.00, plac Zamkowy 4
Wystawa

ŻYD NIEMALOWANY W ZIEMI KANAAN
Ryciny biblijne z kolekcji Muzeum Wieczny Tułacz

Od 15 maja, przez 45 dni – na wystawie rycin w Zamku Królewskim w Warszawie – bohaterowie biblijnej i starożytnej historii Żydów. Prorok Abraham, Sara i Hagar. Król Dawid i Batszeba oraz Józef i jego bracia. Lot i jego córki. Oraz – mniej może znany, ale za to wykonaniu Rembrandta – król Ozjasz. I inni.

Również Arka Noego – w czterech odsłonach. Świątynia w Jerozolimie – z 1492 roku. Wieża Babel – która zainteresowała francuskiego księdza. Mapy Ziemi Obiecanej – których powstało dużo więcej niż jakiegokolwiek innego miejsca na kuli ziemskiej. Także widoki i plany miast. Oraz drzewa genealogiczne.

Rycin z XV-XVIII w. przedstawiających ludzi i wydarzenia wspólnej Księgi Żydów i chrześcijan jeszcze nie skatalogowano. Z wyjątkiem może tych prac, które są dziełem twórców powszechnie uznawanych – wtedy i dziś – za największych.

Niektórzy z nich – van Dyck, Guercino, Poussin, Rembrandt, Ribera, Rubens – mają reprezentację swej twórczości na wystawie. Ale i pod innymi pracami na wystawie figurują wielkie nazwiska epoki, choć dziś może zapoznane: Adrichom i Audran, Le Brun i Calmet, Coypel i Heemskerk, Luyken i Muller, Sadeler i Schedel, Suruge i van der Werff, West i Wierix, Visscher i Villalpando. To malarze, rysownicy, rytownicy – ale i kartografowie oraz uczeni – francuscy i holenderscy, włoscy i hiszpańscy, angielscy i niemieccy. Jest też jeden Polak – Jan Ziarnko.

Ryciny wyżej wymienionych na wystawie pokazują miejsca, które – dwa tysiące lat temu – na długo przestało być główną sceną historii Żydów. Nie przestało natomiast być przedmiotem zainteresowania świata. Od schyłku średniowiecza, przez epokę nowożytną przez artystów-grafików wyrażane technikami: drzeworytu, miedziorytu, akwaforty, stalorytu oraz mezzotinty – słabo reprezentowanej w polskim zasobie muzealnym, mocno na wystawie.

Którą przygotowała Fundacja Żyd Niemalowany, działająca od roku 2007. Mająca w dorobku – jak do tej pory – ponad 60 wystaw, 5 ilustrowanych publikacji książkowych, ponad setkę rozmaitych wykładów. Mająca też publiczność, bo pokazuje na swych wystawach najlepsze prace z największej w Polsce kolekcji grafik o tematyce żydowskiej.

Nadto przewiduje się organizację wydarzeń towarzyszących: oprowadzanie podczas Nocy Muzeów (15/16 maja) i Dnia Atrakcji na Zamku (data do ustalenia) oraz cykl wykładów pt. Historia jednej ryciny.

 

Ribera

—-
WYSTAWA CZYNNA
15 maja – 30 czerwca
Zamek Królewski w Warszawie-Muzeum
Otwarcie wystawy: 14 maja, g. 12.00
Otwarcie zostanie poprzedzone briefingiem prasowym wraz z przedpremierowym oprowadzaniem kuratorskim po wystawie o g. 11.00
Organizatorzy: Fundacja Żyd Niemalowany, Zamek Królewski w Warszawie-Muzeum, American Jewish Joint Distribition Committee, Beit Kraków
Honorowy Patronat: Prezydent m. st. Warszawy, Ambasada Izraela, Fundacja Edukacyjna im. Jana Karskiego
Wystawa powstała dzięki wsparciu: Biura Kultury Urzędu m. st. Warszawy
Sponsorzy: American Jewish Joint Distribution Committee, Green Caffe Nero, WSC sp. z o.o.
Sponsorzy Zamku: PZU, Lidex
Patroni Medialni: Polskie Radio, Stolica, The Warsaw Voice
W ramach projektu realizowany jest program edukacyjny Historia Jednej Ryciny

Więcej informacji:
Paweł Szapiro: 533 721 368
Magda Rubenfeld Koralewska: 507 609 229

 

Loga

RUBENS ZA WSIĄ, czyli historia jednej Ryciny z kolekcji »Żyd Niemalowany«

header

Na dziewiątym – pierwszym w 2015 roku – spotkaniu z cyklu historia jednej Ryciny portret zbiorowy. Rodziny. Całej, ale nielicznej. Bo składającej się już tylko z ojca i dwóch córek.

On z przeszłością. One natomiast… a właściwie wszyscy troje po tzw. przejściach. Zupełnie niedawnych. W trakcie których matka przeszła w inny stan skupienia. Bardziej mianowicie stały. Dlatego na obrazku nieobecna. Chyba żeby na stole. Wsypana – przyjęcie w toku, a ona jeszcze w proszku! – do niewielkiego naczynka. Z którego owdowiały dopiero co senior – biorąc urnę za solniczkę – na pewno korzystał. Na obrazku wyraźnie widać, że odczuwa silne pragnienie napicia się. Znamy to wszyscy: aaa, kotków sześć – nieskończoność w szklance mieść.

Widać też, chyba nawet bardziej, że: aaa, kotków pięć – tato czuje dziwną chęć. Poznać po oczach. A córki, choć obie siedzą, stoją wyraźnie na stanowisku, że wola rodzica – res sacra est. Więc gotowe do naprawdę najgłębszych poświęceń. Najlepiej od razu. Jedna po drugiej.

Ale, ale kalendarza nie oszukasz. Więc – aaa, kotków sied’m, tata rzekł I love you Mad’m – starsza, jakby to powiedzieć, Lotem koszącym. Ale młodsza – wiagra, nadzieja, miłość – dopiero nazajutrz. Sprawa miała oczywiście swoje nieuniknione konsekwencje.

Bo inne stosowane metody zawiodły, zaś antykoncepcja postkoitalna znajdowała się jeszcze w powijakach. No, może już raczkowała. Niemniej o żadnych tam medykamentach czy miksturach tzw. na potem – zresztą skąd na pustkowiu wziąć receptę? – nikomu się nawet nie śniło. I tak właśnie – ale nie żeby od razu – Wspólnota Bliskowschodnia powiększyła się (welcome on board) o dwa nowe narody: Moabitów i Ammonitów. Dokładnie dzięki działaniom, które – w sposób nietrudny od odczytania – symbolizuje widoczny w tle omawianej sceny dym.

Co – prawie że wszystko – w latach 1611-1612 namalował, naczytawszy się wcześniej (o autorze tekstu, który go zainspirował nie będzie się, nawet w Purim, mówiło głośno), farbami olejnymi na płótnie (146 x 108 cm) znany i popularny wówczas młody artysta zachodnioeuropejski Peter Paul Rubens. Tytułując całość w swym niezrozumiałym zachodnioeuropejskim języku Lot en zijn dochters(en zijn dochters = koszący?).

Mniej znany zaś – ale też artysta i również młody – mieszkający po sąsiedzku Willem Isaacsz Swanenburg zaraz, jeszcze w 1612, narysował – w tzw. lustrzanym odbiciu – kopię tego obrazka. Rylcem na wypolerowanej miedzianej płycie. Raczej płytce. Którą niezwłocznie pokrył farbą i umieścił w specjalnej prasie. By uzyskać odbitkę na papierze. Tzw. miedzioryt.

Przejściowe trudności na ówczesnym rynku metali kolorowych spowodowały, że jego obrazek jest łatwiejszy w transporcie w ogóle, a w transporcie powietrznym w szczególności. Bo sporo mniejszy (373 x 312 mm). Ale – mimo tego – większy od olejnego oryginału przechowywanego w Staatliches Museum Schwerin. Mierzącego – była o tym cokolwiek wyżej mowa – prawie półtora metra na ponad metr.

O tym, dlaczego rysunek na matrycy jest obrócony o 180° w osi pionowej i – zwłaszcza – jak to jest możliwe, że większe jest mniejsze, będzie, bardzo przekonywująco, mowa – podczas purimowego szabatonu JCC – w dniu 7 marca 2015 o godz. 10.30 w Mysłakowicach. 

Po obejrzeniu w miejscowym hotelu »Chata za wsią« (wstęp wolny) arcydzieła grafiki XVII-wiecznej ze zbiorów Fundacji Żyd Niemalowany, które dostarczymy na miejsce samolotem oraz po wysłuchaniu tego, co jest przy okazji do powiedzenia, można pojechać do b. NRD. Aby popatrzeć tam z wyższością, ale już za kilkanaście €, na Lot mit seinen beiden Töchtern. Obraz niby większy, ale – powtarzamy – naprawdę mniejszy od wersji wykonanej w technice graficznej wklęsłej.

Którą będzie można wkrótce znów zobaczyć – kilkadziesiąt innych rycin także – pod adresem Plac Zamkowy 4. Na wystawie »Żyd Niemalowany w Ziemi Kanaan« w Galerii Wystaw CzasowychZamku Królewskiego w Warszawie.

Otwarcie – o ile nie nastąpi koniec świata (miedzioryt na tę okazję z Kolekcji ŻN, jakby co, już przygotowany) – w czwartek 14 maja o godz. 12.00. Konferencja prasowa o 11.00.

Historia Jednej Grafiki (8 z 8): Król Ozjasz dotknięty trądem (wg. Rembrandta)

14 grudnia (niedziela), g. 18.00, Studium Teatralne ul. Lubelska 30/32, Warszawa

fbheader

Na ósmym – ostatnim w tym roku – spotkaniu na Lubelskiej pokażemy podobiznę jednego z 20 władców Królestwa Judy (stolica: Jerozolima), mianowicie Ozjasza (Azzarjahu vel Uzzijahu). Którego imaginacyjny portret – najpierw, pod koniec pierwszej połowy XVII wieku namalował farbami olejnymi na desce – Rembrandt. Dbając o to, by choroba króla – której objawy, nie wiadomo skąd, szczegółowo znał – była widoczna. Ale nie za bardzo: znamiona choroby na twarzy trudno zinterpretować, a na pewno to tylko Albert Schweitzer umiałby zdiagnozować przykurcz lewej dłoni modela. Zręcznie maskowany przed postronnymi – tzn. także przed nami – gestem prawicy. Kiedy, ponad sto lat później – via Francja – obraz znalazł się na wyspach, jego wersję w miedzi, techniką mezzotinty, wyrył William Pether. Zupełnie nie wiedząc, nie on jeden wtedy zresztą, kogo obraz przedstawia. Co – wszystko wymienione tu i jeszcze nie wymienione – będzie w niedzielę tematem do patrzenia i do słuchania.

Prowadzenie: Paweł Szapiro


 

Król Ozjasz dotknięty trądem

Według obrazu Rembrandta Harmenszoon van Rijn
rytował w miedzi William Pether
Kolekcja »Żyd Niemalowany«

Mezzotinta, rycina pionowa
arkusz: szer. 380 mm wys. 526 mm
odcisk płyty szer. 357 mm wys. 505 mm
papier czerpany (żeberkowy), filigran


 

koordynacja programu
Gianna Benvenuto (w ramach projektu Teatr Otwarty)
Magda Koralewska

oprawa wizualna
Magda Koralewska // www.bohomaz.eu

zrealizowano przy pomocy finansowej Miasta st. Warszawy
w ramach projektu «Teatr otwarty»

Historia Jednej Grafiki (7 z 8): Widok Jerozolimy i okolic

29 listopada 2014 (sobota) godz. 19.00
Studium Teatralne, Warszawa, Lubelska 30/32

www

Na siódmym spotkaniu pokażemy imaginacyjny plan Jerozolimy w ciągle popularnym jeszcze wtedy ujęciu „z lotu ptaka”, wyjątkowej wprost szczegółowości, w tzw. orientacji wschodniej. Niby – jakby wskazywał tytuł – z czasów Chrystusa, ale naprawdę pokazujący miejsca i sceny związane z Miastem i jego okolicami – w liczbie dokładnie 245 – występujące zarówno w Starym i Nowym Testamencie, także w tekstach tzw. tradycyjnych i źródłach historycznych. Wszystko – jak to na planie – bez porządku chronologicznego, osadzone w scenerii architektonicznej szesnastowiecznego miasta flamandzkiego. Ponadto zaopatrzone – aby się nie zagubić w czasie i przestrzeni świętej – w bardzo dokładną legendę w języku niemieckim.

Historia Jednej Grafiki (6 z 8): Opis Geograficzny Ziemi Świętej

30.10.2014 (Czwartek), g. 19.00. Studium Teatralne, ul. Lubelska 30/32, Warszawa.

Na szóstym spotkaniu w cyklu historia jednej Grafiki pokażemy wyjątkowej wprost długości (metr bez kilkunastu centymetrów) mapę Palestyny w tzw. orientacji wschodniej. Uwzględniającą rzeczywistość historyczno-geograficzną z czasu od Adama do śmierci najmłodszego apostoła, i.e. Jana Ewangelisty, licząc. Ergo to zarazem mapa i Ziemi Obiecanej i Ziemi Świętej. Jedna z ok. sześciu tysięcy przedstawień tego kawałka świata, wykonanych między XV a XIX stuleciem. Autorstwa belgijskiego
jezuity, teologa, biblisty i historyka, autora dwutomowego tzw. Commentarius ad sacram historiam. Sporządzona przed czterema prawie wiekami. Opracowana – co głównie polegało na usunięciu nieistniejących rzek czy miast – w oparciu o starszą o kilka dziesiątków lat mapę holenderskiego księdza katolickiego, teologa i historyka, autora wydanego w Kolonii w końcu XVI w. dzieła Theatrum Terrae Sanctae et Biblicarum Historiarum cum tabulis geographicis aere expressis. Ierusalem sicut tempore floruit. Wykorzystująca także plan Jerozolimy autorstwa hiszpańskiego jezuity, biblisty, architekta i matematyka, którego koronnym dziełem były wydane w Rzymie na przełomie XVI/XVII w. Ezechielem Explanationes. Zawierająca nad to skalę i różę wiatrów, zaś w środku dolnej części mapę starożytnej Jerozolimy (Hierosolyme veteris imago), także – już na krawędziach – legendę w języku łacińskim oraz 16 winiet z wizerunkami obiektów biblijnych i historycznych (Arka Przymierza, menora, ołtarz całopalenia, stół na chleby pokładne, monety żydowskie w wielkości naturalnej [sic!], także plan i widoki Świątyni z każdej strony).

www
Opis geograficzny Ziemi Świętej

Mapa według koncepcji Jakuba Tirinusa
(na podstawie mapy Christiana Kruik van Adrichema
i planu Juana Baptisty Villalpando)
rysował niezidentyfikowany autor
rytował Cornelis Galle (młodszy)
Jacobus Tirinus, Commentarius in Vetus et Novum Testamentum,
Antwerpia (Martinus Nutius) 1632
Kolekcja »Żyd Niemalowany«

Miedzioryt na dwóch płytach
ręczne kolorowanie w epoce, rycina pozioma
arkusz: szer. 883 mm wys. 348 mm
odcisk obu płyt: szer. 858 mm wys. 335 mm
papier czerpany (żeberkowy), bez filigranu

 

 

Historia Jednej Grafiki (5 z 8): Król Dawid, królowa Batszeba i Abiszag z Szunem

Kiedy: 28 września (niedziela) 2014 o godz. 18.00
Gdzie: Studium Teatralne, Lubelska 30/32, Warszawa

Pomysł Piotra Borowskiego jest prosty: Wielu – raz w miesiącu – zaproszonych na Lubelską gości. Ale na ścianie tylko jeden obraz. Poza tym jednym wieczorem – raczej niedostępny. Bo w rękach prywatnych. Wielkie dzieło sztuki? Dzieło sztuki? Obrazek? Kwestia – przynajmniej tak zawsze być powinno – osobistego uznania.

Na spotkaniu – koniecznie – aktualny właściciel pracy. Jeśli możliwe – także jego przyjaciele. Wśród nich czasami fachowiec. I ich opowieść. Amatorska i profesjonalna. O malarzu i jego twórczości, o samym obrazie, o jego drodze do domowej kolekcji oraz – bo to najciekawsze – o jego znaczeniu w życiu konkretnego człowieka. Który – czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie – jest tylko epizodem w życiu takiego przedmiotu. Krótkim i nieważnym. I jak najmniej historii sztuki, tej rozumianej jako historia przedmiotów. Bo nikogo to nie obchodzi.

Takie są spotkania objęte wspólnym tytułem Historia jednego obrazu.

W tym roku także historia jednej Grafiki

Formuła ta sama, jedynie technika inna. Na piątym spotkaniu (w niedzielę 28 września, o godzinie 18.00) pokażemy kolejną grafikę wykonaną rzadką, piękną i wdzięczną techniką mezzotinty. Z tematem wyjątkowo wprost nadającym się na pierwsze dni jesieni: jedna z przedstawionych na rycinie postaci (kobieta) opiekuje się drugą postacią (mężczyzna), grzejąc ją własnym ciałem. Trzecia postać odgrywa rolę całkowicie już pomocniczą: takie jest życie. Niewykluczone jednak, że – po pierwsze – kontakt ciał nie był tak zupełnie niewinny, a po drugie chodzi o zupełnie inną sytuację i dwie inne osoby. Aspekt grzewczy wydarzenia natomiast – chcąc nie chcąc – prawie bez zmian. Pozostaje więc do wspólnego rozstrzygnięcia tylko jedna kwestia: who is who na naszym obrazku.

Na piątym spotkaniu pokażemy kolejną grafikę wykonaną rzadką, piękną i wdzięczną techniką mezzotinty. Z tematem wyjątkowo wprost nadającym się na pierwsze dni jesieni: jedna z przedstawionych na rycinie postaci (kobieta) opiekuje się drugą postacią (mężczyzna), grzejąc ją własnym ciałem. Trzecia postać odgrywa rolę całkowicie już pomocniczą: takie jest życie. Niewykluczone jednak, że – po pierwsze – kontakt ciał nie był tak zupełnie niewinny, a po drugie chodzi o zupełnie inną sytuację i dwie inne osoby. Aspekt grzewczy wydarzenia natomiast – chcąc nie chcąc – prawie bez zmian. Pozostaje więc do wspólnego rozstrzygnięcia tylko jedna kwestia: who is who na naszym obrazku.

HJG5_web

Organizatorzy:
Studium Teatralne
Fundacja Żyd Niemalowany Muzeum Wieczny Tułacz

Koncepcja, opracowanie merytoryczne, realizacja: 
Piotr Borowski, Paweł Szapiro
Gianna Benvenuto, Magda Koralewska

Król Dawid, królowa Batszeba i Abiszag z Szunem

Według obrazu Adriaena van der Werff
rysował George Farington
rytował Richard Earlom
London (John Boydell) 1799
Kolekcja »Żyd Niemalowany«

Mezzotinta, rycina pionowa
Arkusz: szer. 497 mm, wys. 674 mm
Odcisk płyty: szer. 455 mm, wys. 624 mm
papier czerpany (żeberkowy)

Twarze Żydów Wschodnioeuropejskich i ich świat (Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, Włodawa)

Litografie Hermanna Strucka z kolekcji ››Żyd Niemalowany‹‹

Zaproszenie elektroniczne: http://online.fliphtml5.com/nxae/tubf/

Wystawa czynna od 12 sierpnia do 31 października 2014 roku
Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego | ul. Czerwonego Krzyża 7, 22-200 Włodawa
od wtorku do niedzieli w godz. 10.00 – 16.00 (do 14 X) | od wtorku do piątku w godz. 10.00 – 16.00 (po 14 X)
podczas Festiwalu Trzech Kultur (19-21 IX) od 10.00 do ostatniego gościa

naglowek

CV Hermanna Strucka było dobrze napisane. Może dlatego, że historia świata wpisała się w jego biografię. A może dlatego, że on – swoim życiem – pisał historię świata na nowo. Żydom – w tym czasie i miejscu – zdarzało się to.

Z powołania i zawodu Struck był malarzem, rysownikiem i grafikiem. Najpierw niemiecko-żydowskim, potem żydowsko-niemieckim, wreszcie już tylko żydowskim. W jednej dziedzinie nie był ani twórcą niemieckim, ani żydowskim, tylko światowym. W litografii mianowicie. Której był mistrzem, nauczycielem mistrzów, autorytetem, największym specjalistą. Wszystkie grafiki na babińcu włodawskiej synagogi są – z wyjątkiem jednej, wykonanej w technice vernis mou – właśnie litografiami.

Urodził się w 1876 w Międzyrzeczu (jego pradziadek i dziadek byli rabinami w Poznaniu). Rodzice Hermanna uznali swoje dość tradycyjne żydostwo – może na miejscu, może dopiero po przeprowadzce do Berlina – za cokolwiek kłopotliwy bagaż. Zabrali więc z niego w życiową drogę tylko co celniejsze – ich zdaniem – sztuki: w rezultacie Żydami byli tylko w domu i w synagodze, na ulicy zaś starali się być jedynie Niemcami.

Bo zadomowienie się na zachodzie Europy wymagało zazwyczaj od Żydów przejęcia od autochtonów wielu – w praktyce: ilu tylko się dało – wzorców cywilizacyjnych i kulturalnych. Władze często popierały ten proces. Więc w XIX wieku przed Żydem przybyłym do Niemiec stawał wybór: albo germanizacja albo degradacja.

Młodemu Struckowi asymilacyjny pomysł rodziców – a właściwie wszystkich Żydów niemieckich – na nowoczesność chyba się nie podobał, skoro syjonistą stał się już we wczesnej młodości (być może pod wpływem samego Herzla). Wziął nawet udział w V Kongresie Syjonistycznym w Bazylei (1901) i kilku następnych, trzy lata później wstąpił do partii Mizrachi, ale – jeśli nawet polityką żydowską się nie bawił, lecz zajmował serio – to przede wszystkim był artystą. Dla którego judaizm był jednak nieustannie ważnym przewodnikiem po życiu. I w twórczości.

Jakoby miał podjąć studia rabiniczne, ale ostatecznie trafił do Königlischen Akademischen Hochschule für die blidenden Künste w Berlinie. Później nauczał w Akademii Berlińskiej, jego uczniem był m.in. sam Marc Chagall. Opublikował podręcznik Die Kust des Radierens: Ein Handbuch von Hermannn Struck (Berlin 1908), który stał się kluczową publikacją Akademii. Odbył podróże artystyczne do Francji, Belgii, Włochy, Anglii i Holandii.

Głównie jednak – formalnie przynależny do tzw. Berlińskiej Secesji, ale faktycznie niezależny (judaizm stanowił dla niego główne źródło inspiracji) – tworzył. Malował, rysował i rytował. Dość nawet – już wtedy – był znany. Głównie jako portrecista. Modeli miewał nieprzypadkowych: Henryka Ibsena, Fryderyka Nietzsche, Sigmunda Freuda, Alberta Einsteina, Oscara Wilde’a, a nawet – jakżeby nie – twórcę syjonizmu politycznego, Theodora Herzla.

Kiedy wybuchła I wojna światowa – miał wtedy niespełna 40 lat – nie przypuszczał nawet, że przyjdzie mu ją spędzić na Kresach, pomiędzy Ostjuden. Tradycyjni, inaczej wyglądający (strój, brody), niewykształceni, biedni, hołdujący innym obyczajom Żydzi wschodni (Ostjuden) postrzegani byli przez Westjuden – czujących się Niemcami i bardzo pragnących być traktowani przez echt Niemców jako Niemcy – jako kompromitacja wspólnoty żydowskiej, a więc i zagrożenie dla własnej pozycji. Zarzucano im skłonność do oszustw bądź przestępstw. Nazywano ich w XIX wieku: Polak, Litwak, Galizianer, ale najczęściej po prostu Ostjuden.
W następnym stuleciu West- i Ostjuden nadal rozróżniano, co znajdowało wyraz nie tylko we wzajemnych relacjach, czy w języku, ale także – co nas tutaj interesuje – w przedstawieniu rysunkowym. Żydów ze wschodu Europy głównie karykaturowano i pewnie z takim wykrzywionym obrazem współbraci ze Wschodu wyruszył Struck na Kresy. Na pewno nie wiedział, póki się tam nie znalazł, że właśnie tu były – od wielu, wielu wieków – synagogi, szkoły, rytualne łaźnie i cmentarze oraz – naturalnie – żydowskie domy. Wtedy, kiedy nad Renem ich jeszcze nie było.

I dopiero na miejscu syjonista Struck pojąć miał, że archipelag małych miast (sztetl) i miasteczek (klejnsztetl), ciągnący się – mniej więcej – od Bałtyku po Morze Czarne, był najstarszą i najważniejszą formą tradycyjnego żydowskiego sposobu na życie (jidiszkajt) w drugim tysiącleciu.

Docenić miał też z czasem, że mieszkańcy każdego sztetl i wszystkich sztetłech razem wziętych mieli jak najbardziej własną, jak najbardziej ogólno-żydowską, jak najbardziej pozytywną koncepcję na byt doczesny i pozagrobowy: po prostu cierpliwie czekali na Mesjasza.

Zobaczył, że – by dotrwać Jego nadejścia w jakiej takiej formie – zajmowali się handlem, rzemiosłem, wyszynkiem; z miejscową ludnością – póki tej nadchodzący XX wiek nie namieszał w głowach – mieli nienajgorsze stosunki; w swoich licznych, wielopokoleniowych, patriarchalnych rodzinach wszyscy razem – rabini, uczeni, bogaci, biedni, nawet żebracy – pielęgnowali swój styl życia, swoje obyczaj, tradycyjne wartości, mozoląc się nad praktycznym stosowaniem nakazów i zakazów zapisanych w księgach religijnych (te ostatnie starali się studiować codziennie, inne zaś – brali do ręki tylko niektórzy).

Struck musiał się jednak się zorientować, że jednak czas się dla nich tak zupełnie nie zatrzymał, dziewiętnastowieczny postęp cywilizacyjny czy modernizacja jakoś ich przecież doganiały, ale – nader często, a właściwie prawie w ogóle – nie dotykały sfery wartości uznawanych za podstawowe. Może dlatego większość Żydów w sztełech, wbrew trudnościom z siebie i z otoczenia płynącym, kurczowo trzymała się swego trochę podidealizowanego skrawka mapy: najpierw Rosji czy Austrii – z koronacją każdego cara czy cesarza łącząc nadzieję na poprawę losu, potem swojego sztetł – w którym było na co dzień chyba trudno, ale w ogóle chyba dobrze. Ta większość – póki jej nie przymuszono – emigrować nie zamierzała.

Czekała – co już wiemy – cierpliwie na Mesjasza, każdym dniem życia zaświadczając, że Żydem jest się nie tylko skutkiem operacji, przeprowadzonej poniżej pasa w ósmym dniu po urodzeniu, ale także w wyniku znacznie bardziej skomplikowanych operacji zachodzących codziennie wiele wyżej. Nawet wybuch światowego konfliktu nie miał tego sposobu na życie i siebie samych zmienić.
Podczas wojny Struck służył w armii niemieckiej. Na przełomie 1914/1915 odbył kilka podróży po Polsce centralnej jako członek Żydowskiej Komisji Pomocy Polsce i Litwie. Śladem tych podróży jest tomik litografii Skizzen aus Polen (Berlin 1915). Niektóre z tych rycin może trochę za bardzo przypominają fotografie, które robić mieli – w tym samym miejscu – za ćwierć wieku inni Niemcy.

Swoje późniejsze żołnierskie obowiązki Struck wykonywał w oddziałach okupacyjnych, które stacjonowały na terenie wschodniej Polski, Białorusi i  Litwy. Tam – na rozkaz wojskowych przełożonych, współpracując najpierw z antropologiem Franzem von Luschan, potem pisarzem Herbertem Eulenbergiem – wykonał serię szkiców portretowych przedstawicieli rozmaitych narodów i narodowości. Jego oficjalnym zadaniem było bowiem przygotowanie dokumentacji rysunkowej charakterystycznych typów ludzkich, należących do – uwaga! – różnych ras.

Struck był pracowity. I twórczy. W tym czasie powstało co najmniej kilkaset jego rysunków i szkiców, których tematyką – temperament artystyczny wziął górę nad rozkazem – były: widoki miast i obiektów zabytkowych, wizerunki niemieckich żołnierzy, oraz oczywiście widoki małych miasteczek zamieszkiwanych – wtedy – przez Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, etc., ale głównie przez Żydów. Wschodnioeuropejskich.

Grubo po wojnie, w wywiadzie dla nowojorskiego „Hebrew Standard” Struck miał powiedzieć: „wszystko dotyczące plastycznego przedstawiania Żydów było tam pod moją kontrolą”. Dodać tu trzeba, że losy tego „antropologicznego” przedsięwzięcia wymknąć się jednak miały – niestety – spod jego kontroli. Tego jednak ani on, ani inni Żydzi przewidzieć nie mogli. Losów, czasem nawet zawrotnej kariery, swych wojennych rysunków też nie przewidział.

Bo najpierw – reprodukowane techniką autolitografii – opublikowano je w 1916 staraniem Ministerstwa Wojny jako „studia antropologiczne” (H. Struck und F. von Luschan, Kriegsgefangene, Berlin; H. Struck und H. Eulenberg, Skizzen aus Litauen, Weissrussland und Kurland, Berlin). Artysta – ciągle jako wojskowy ekspert ds. żydowskich – w następnych latach wykonał kolejną serię „ żydowskich twarzy”, którą też opublikowano, też w postaci autolitografii, z przedmową Arnolda Zweiga w albumie pt. Das Ostjudische Antlitz (Berlin 1920). Kilka oryginałów rysunkowych zakupił rząd pruski dla Muzeum miasta Berlina.

I właśnie z tych dzieł – pochodzących z czasów, gdy ilustracje książkowe bywały jeszcze oryginalnymi grafikami – pochodzą prace na wystawie. My patrzymy na nie jak na zapis życia żydowskiego w małych miasteczkach Europy Wschodniej, życia coraz uważniej
obserwowanego przez Żyda–żołnierza niemieckiego. Był to też zapis pierwszego osobistego kontaktu Strucka z  Ostjuden. Który, podobnie jak wielu innych zasymilowanych Żydów, kiedy przyszło im – wraz z armią Kaisera – okupować ziemie Królestwa Polskiego, nie tylko zobaczył po raz pierwszy, ale i odkrył świat Żydów wschodnioeuropejskich, zafascynował się nim, i nawet uwierzył (kto wie, czy nie miał racji?), że jeszcze tylko na Wschodzie można spotkać prawdziwych żydowskich Żydów. Co więcej, począł także sądzić, że tylko duch Ostjuden może przyczynić się do odnowy światowego żydostwa. Odnawiać i zmieniać go na jeszcze lepsze miał jednak już w Palestynie, gdzie – od 1923 roku do śmierci w roku 1945 – mieszkał i tworzył. Już jako Chaim Aharon ben Dawid.

To, co narysował na Wschodzie, chętnie – ale chyba niezbyt zgodnie z jego intencjami – wykorzystywano zaraz po pierwszej wojnie w propagandzie syjonistycznej jako tzw. wizerunki negatywne. Z czym nie można się zgodzić, ale można zrozumieć: syjonizm, jako ruch odnowy żydowskości, w celu promocji Palestyny jako jedynego właściwego miejsca dla Żydów, dokonywał negacji wszystkich elementów życia diasporowego. I – jak ktoś wyjątkowo żarliwy ideowo bardzo-bardzo już chciał – w niektórych litografiach Strucka mógł się dopatrzeć „obrazu fizycznego i psychicznego wyczerpania, ucieleśnienia dawnego świata diaspory, należącego już do przeszłości”.

Prace Strucka z lat pierwszej wojny są pierwszymi rysunkami Ostjuden, nie będących karykaturą. Niektórzy, ale oczywiście już nie syjoniści, patrząc na te prace, przebąkują coś – bardzo nieśmiało – o sentymentalizmie, gloryfikowaniu, popadaniu w…, etc. etc. Warto wiedzieć, że wszyscy autorzy w/w albumów: dramaturg, pisarz i grafik służyli w jednej jednostce wojskowej w Kownie. I pewnie tam, z Żydów niemieckich – nadzwyczajnym wysiłkiem woli – wszyscy stali się po trosze Żydami wschodnioeuropejskimi. Nie wszystkim to doświadczenie było dane. Dziś takiego już zdobyć nie można. Atlantyda wschodnioeuropejskich miasteczek poszła na dno. Bezpowrotnie. Ale nie wszystko jeszcze stracone: bowiem nikt i nic nie jest w stanie tak naprawdę zaszkodzić wschodnioeuropejskim litografiom Hermanna Strucka. Skoro zajmuje się nimi i organizuje ich wystawy

Zespół Żyda Niemalowanego


organizatorzy
Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego
Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce
Fundacja Żyd Niemalowany Muzeum Wieczny Tułacz

sponsorzy
Adam Jakimiak (Antykwariat KOSMOS, Warszawa)
Dr Wojciech Lizak (Antykwariat Wu-eL, Szczecin)
Witold Szymanik (WSC sp. z o.o.)

koncepcja opracowanie aranżacja
Paweł Szapiro
Magda Koralewska
Walerian Warchałowski

komisarz wystawy
Anita Lewczuk
(Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego)

patronat medialny
Słowo Żydowskie

oprawa graficzna
Magda Koralewska