Category Archives: Stołeczni Żydzi

Żyd Niemalowany w Warszawie (Muzeum Etnograficzne, Wrocław)

Stołeczni Żydzi i ich miasto na XIX-wiecznych drzeworytach sztorcowych

Wystawa czynna od 7 czerwca do 7 września 2014 w godzinach pracy Muzeum
Muzeum Etnograficzne we Wrocłąwiu | ul. Romualda Traugutta 111/113

ZOBACZ BROSZURĘ/ZAPROSZENIE ELEKTRONICZNE >> tutaj

Zaproszenie_rozkladowka

Nasze wystawy – warszawska we Wrocławiu powoli zamyka już szóstą ich dziesiątkę – to obrazki ze scenami z życia Narodu Wybranego. W Polsce. Pokazujemy ryciny z portretami wybitnych Żydów. Innym razem wizerunki Żydów anonimowych. Albo – jeszcze gdzie indziej – ryciny z przedstawieniami ulic, placów i budynków. Z rozmaitych miast, miasteczek i wsi. Z całego kraju.

Nasze obrazki natomiast to grafiki autorstwa najwybitniejszych – nawet dość często – artystów epoki. Malarzy, rysowników i rytowników. Utrwalone na papierze za pomocą, bardzo popularnej w drugiej połowie pozaprzeszłego wieku, techniki tzw. drzeworytu sztorcowego. Publikowane wówczas głównie – jako ilustracje – w prasie tygodniowej. By, między innymi – jak wyznał jeden z XIX-wiecznych wydawców – wydzierać zapomnieniu wszystko, co ma tylko związek z przeszłością, wszystko, czym tętni życie narodowe. Które widocznie – wystarczy rozejrzeć się po wystawie – tętniło też Żydami. Trochę również tętniło – czego na ścianach, przyznajemy, akurat wcale nie widać, ale o czym trzeba pamiętać – tzw. kwestią żydowską.

Uwaga: Tylko w czasie, który nazwaliśmy wyżej „wówczas”, ilustracja w czasopiśmie była oryginalną grafiką. Potem – już nigdy. A przedtem prawdziwych gazet ilustrowanych nie było.

Ale kiedy już były, tam właśnie, na łamach „Kłosów” czy „Tygodnika Ilustrowanego” (i wielu innych pism) pojawiał się co tydzień – i przechował do dziś – świat Żydów polskich. W stanie nienaruszonym. Z całą swoją różnorodnością. Zamieszkiwany – często w osobnych dzielnicach – przez część społeczności Królestwa Polskiego. Tę część wyznanie mającą inne, inną kulturę, inne obyczaje i zajęcia, zgoła też inaczej się ubierającą. I w innym mówiącą języku. A w jeszcze innym języku – zupełnie już niezrozumiałym – się modlącą. I na dodatek – jakby wymienionego było mało – piszącą inaczej: od prawej strony do lewej. Innym – jakżeby inaczej – alfabetem. Ale działo się to w tym dziwnym czasie, kiedy „inny” niekoniecznie – i nie dla wszystkich – musiało oznaczać „obcy”. Albo inaczej: kiedy Żyd był co prawda inny, ale jakby nie obcy.

Co jakby nie powinno za bardzo dziwić. Bo, po pierwsze, u schyłku istnienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów (XVIII wiek) tylko najwyżej jedna piąta światowego żydostwa żyła – musiały być po temu powody – poza jej granicami. Bo, po wtóre, w drugiej połowie XIX wieku Żydzi, mimo znacznej już wtedy emigracji, stanowili trzeci co do liczebności naród w Europie Środkowej.
Wtedy więcej było w regionie tylko Polaków i Ukraińców, mniej – o jedną trzecią – łącznie Czechów i Słowaków, trzykrotnie mniej – wszystkich Serbów. Więc można, a chyba nawet trzeba było się do Żydów w Polsce przyzwyczaić. Co nie znaczy polubić. Ale niektórzy lubili. Mieli nawet pozytywny polski pomysł na polskich Żydów – trudny jednak do narysowania. Nawet kiedy temat jest tak wdzięczny jak żydowska Warszawa. Której historia nie jest bynajmniej uboga ani – jak twierdzą niektórzy historycy
– krótka. Zaczęła się tylko – tak my utrzymujemy – po prostu nieco później niż historia Żydów w innych polskich miastach. I – jakoś tam – trwa nadal. A wyglądała wtedy – przynajmniej w liczbach – mniej więcej tak:

Oto kiedy, pod koniec wieku XVIII, osiedliła się w pruskiej chwilowo Warszawie – na przykład – austriacka rodzina, z której pochodził niejaki Epstein, stutysięczne miasto liczyło tylko 3,5 tysiąca Żydów. Małe parę procent. A kiedy urodził się – na przykład – niejaki Hirschfeld (to był rok 1814), warszawiaków było co prawda mniej: 80 tysięcy, ale wśród nich Naród Wybrany miał już 15 tysięcy przedstawicieli. Co czyni procentów prawie dwadzieścia. W dniu dziesiątych urodzin – na przykład – niejakiego Toeplitza (obchodził je w roku 1832), na ponad 123 tysiące warszawiaków było prawie 31 tysięcy Żydów. Ćwiartka. Tzn. oczywiście jedna czwarta, dwadzieścia pięć procent. Gdyby zaś na swoje pięćdziesięciolecie wzmiankowany już Hirschfeld zaprosił całą Warszawę i zaproszenie zostałoby przyjęte, mógłby mieć w 1864 roku 224 tysiące gości. W tym 72 tysiące Żydów. Których byłoby ponad 30 procent. (A reszta? Reszta, poza nielicznymi wyjątkami, pewnie by nie przyszła).

Kto nie ma serca do cyfr, tego informujemy, co z przytoczonych liczb wynika: miasto fantastycznie rosło razem ze swoimi Żydami. Ale Żydzi – co za dziwna nacja! – jakoś prędzej. Czego akurat tłumaczyć nie mamy zamiaru. Możemy tylko powiedzieć, że Żydzi odnosili największe korzyści z zasadniczego zjawiska doby nowożytnej, które objawiło się najpierw w Europie, mianowicie rewolucji demograficznej. Cóż, widocznie mieli do tego głowę.

Nie będziemy też rozstrzygać, czy to Warszawa stawała coraz większym i wspanialszym miastem dzięki Żydom, czy to może Żydzi swój rozwój zawdzięczali Warszawie. Ale jedno jest poza dyskusją: Warszawa stała się w pewnym momencie największym skupiskiem Żydów na ziemiach polskich i zarazem największą żydowską gminą wyznaniową na świecie.

Ludność żydowska zamieszkiwała – nolens volens – obszar całej Warszawy. Najgęściej skupiona była jednak w północno-wschodniej dzielnicy miasta, potem na leżącej na prawym brzegu Wisły – Pradze. Żydzi stanowili większość na Muranowie, przy MiłejDzielnej, później zajmowali obszar wokół NalewekGęsiej, Franciszkańskiej i Świętojerskiej, jeszcze później – obszar sąsiadujący ze Starym i Nowym Miastem, zasiedlali teren aż po PańskąŚliską. Oś żydowskiej dzielnicy stanowiła ulica Nalewki, biegnąca od ulicy Tłomackie w kierunku północnym. Prawie wszystkie znajdujące się tutaj sklepy były własnością żydowską, większość firm nie miała nawet polskich szyldów.

Drugie centrum dzielnicy żydowskiej stanowiła Gnojna, Grzybowska i plac Grzybowski (dawny Grzybów). Mieścił się tu zarząd gminy, domy modlitwy, żydowskie szkoły, instytucje charytatywne, warsztaty i sklepy. Handlowy charakter miały też obrzeża dzielnicy: Świętokrzyska, plac Krasińskich czy Senatorska.

Wielu Żydów mieszkało poza dzielnicą północno-zachodnią; najbiedniejsi na Powiślu i Solcu, najbogatsi przy Marszałkowskiej, KrólewskiejNowym Świecie. Tych można było spotkać na przykład na giełdzie. Reprezentantów wszystkich wymienionych – na naszych 48 obrazkach. Pięć z nich to drzeworytnicze wersje obrazów Juliusza Kossaka i Alfreda Wierusza- Kowalskiego. Po dziesięcioma własnymi rysunkami podpisał się Edmund Perle; pod pięcioma – Michał Elwiro Andriolli; pod czterema – Juliusz Kossak, Franciszek Kostrzewski, Henryk i Ksawery Pilatti; pod trzema – Franciszek Tegazzo; pod dwoma – Henryk Filipowicz, Czesław Borys Jankowski, Alfred Wierusz-Kowalski, Adolf Kozarski; pod jednym – Władysław Dmochowski, Julian Fałat, Wojciech Gerson, Aleksander Gryglewski, Józef Ryszkiewicz i Feliks Sypniewski. (Kilka prac jest niepodpisanych). Wielu autorów tych dzieł – na co zwracamy uwagę – nosi nazwiska bynajmniej nie z polska brzmiące, choć wszyscy czuli się i byli Polakami. Niekoniecznie dokładnie to samo można powiedzieć o ich dziadach, czasami nawet o ojcach. Francuzach, Niemcach, Włochach czy Żydach. Tą samą dziwną przypadłością dotknięci byli w tych czasach – i nieco później – nie tylko ludzie sztuk plastycznych. Ale, na przykład, w ogóle ludzie kultury. Że wspomnimy tu tylko – spośród jako tako znanych – Brücknera, Estreichera, Kolberga, Lindego i Orgelbranda.

I jeszcze jedno: Wspomniane wyżej nazwiska Epstein, Hirschfeld, Toeplitz znalazły się w tym tekście przypadkowo i nieprzypadkowo zarazem. Zupełnie przypadkowo przeczytaliśmy gdzieś: Był zimny luty 1891 roku. We Wrocławiu zmarł właśnie bogaty przedsiębiorca z Warszawy. Mijały lata, nastały wojny i rodzina zapomniała o samotnym grobie na Starym Cmentarzu
Żydowskim przy ulicy Ślężnej. Kierowani natomiast już konkretnym zamiarem, szukaliśmy śladów Żydów warszawskich nad Odrą. Znaleźliśmy niewiele. Właściwie tylko to, że we Wrocławiu studiował prawo warszawiak Jan Epstein, usiłował kształcić się na lekarza warszawiak Ludwik Hirschfeld, zmarł nagle – o nim to właśnie była wyżej mowa – warszawiak Henryk Toeplitz. Cała ta trójka to wybitne postacie stołecznego życia drugiej połowy pozaprzeszłego stulecia. I – zarazem – bohaterowie innej naszej wystawy (Rzeczywiste i Imaginacyjne – portrety Żyda Niemalowanego).

Paweł Szapiro w imieniu zespołu Żyda Niemalowanego


organizatorzy
Muzeum Etnograficzne
Oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu
Fundacja Żyd Niemalowany
Muzeum Wieczny Tułacz

sponsorzy
American Jewish Joint Distribution Committee

koncepcja opracowanie merytoryczne aranżacja
Paweł Szapiro
Magda Koralewska
Edyta Kurek
Paulina Suchecka
Walerian Warchałowski

opracowanie graficzne
Magda Koralewska