Tło projektu

ŻYDZI ● ŻYDZI-POLACY ● POLACY

RZECZYWISTE i IMAGINACYJNE                         

Portrety Żyda Niemalowanego

Wystawa/Program edukacyjny

 

Na wystawie Rzeczywiste i Imaginacyjne – Portrety Żyda niemalowanego XIX-wieczne ryciny. Przedstawiające konkretnych ludzi, głównie warszawiaków. Portrety postaci nie anonimowych. Osób wybitnych, ważnych i wpływowych. Osobistości. Czasem nawet wielkich współczesnych. Znanych więc dobrze z imienia i nazwiska. To znaczy pewnie znanych przynajmniej w ówczesnej Warszawie, może nawet w całym Królestwie Polskim – ogółowi. Albo przynajmniej – bardzo wielu ludziom.

(Z samym faktem istnienia tych ludzi, nie wspominamy o znajomości  ich dokonań, dzisiaj bywa różnie. Jednak raczej gorzej niż lepiej. Nawet u specjalistek, które twierdzą, że Żyd w ogóle nie mógł być w XIX-wiecznej Warszawie – ukłony od Ludwika Hirszfelda i Jakuba Natansona – profesorem Uniwersytetu. Albo nie wiedzą, że w Computer History – na jej XIX-wiecznym etapie – aż roi się od polskich nazwisk, że wspomnimy Jewno Jacobsena z Wilna czy warszawiaków: Abrahama Sterna, Chaima Zeliga Słonimskiego i Izraela Abrahama Sztaffla; albo że w Cristal Palace na pierwszej The Great Exhibition of the Works of Industry of all Nations… etc. etc.).

Dlatego właśnie (zob. np. wyżej) – zamiast spuszczać zasłonę miłosierdzia – zorganizowaliśmy wystawę. Portretów wielkich nieznanych Żydów – dziś, wielkich znanych Żydów – wówczas.

Oczywiście wtedy, nawet w Warszawie, sporadycznie była to znajomość osobista. Zapewne nierzadko (bo miasto było małe) – znajomość z widzenia. Częściej – znajomość ze słyszenia. Ale najpewniej z lektury. Bo przecież mowa o osobach publicznych, już cieszących się uznaniem czy popularnością, cenionych, o ówczesnych sławach, gwiazdach, autorytetach. A skoro tak, to wywierających – w sposób mniej lub bardziej znaczący oraz mniej lub bardziej widoczny – wpływ na życie. Życie jednostek, grup albo i całej zbiorowości. Życie Polaków, Żydów i innych mieszkańców Królestwa. Także życie ludzi poza nim, w innych zaborach. Ale też – czasami – nawet życie Amerykanów, Anglików, Francuzów, Niemców, Rosjan… etc. etc.

W salach Muzeum Etnograficznego zwiesiliśmy podobizny ludzi, których wówczas chciało się znać. Lub choćby spotkać. Albo – przynajmniej – wartych poznania. I o których kulturalnemu człowiekowi z tamtego czasu i miejsca nie wypadało nic nie wiedzieć. Dziś niby też – naszym zdaniem – nie wypada, ale dziś są specjalistyczne instytuty naukowe, wydziały wyższych szkół, muzea historii Żydów (na całym świecie, nie tylko w Polsce), ogólnodostępne biblioteki, programy nauczania, Internet, telewizja, radio i prasa. A wtedy była tylko – co daje wiele do myślenia – prasa.

W „Tygodniku Ilustrowanym”, „Kłosach”, „Wędrowcu” i wielu innych polskich czasopismach z epoki, wśród tysięcy rycin (głównie drzeworytów sztorcowych) przedstawiających postacie warte uwiecznienia akurat pod koniec mijającego wówczas tygodnia (ale w intencjach: na zawsze), znalazło się około setki żydowskich twarzy. Twarzy „rzeczywistych” – kiedy autorzy prac znali portretowaną osobę, twarzy „imaginacyjnych” – kiedy taka sposobność nie została im w żaden sposób dana. Stąd nazwa naszej wystawy portretów wybitnych Żydów. Którzy żyli sto kilkadziesiąt lat temu. Którzy stali się bohaterami artykułów zilustrowanych ich wizerunkami. (Wiele z nich do przeczytania na wystawie. W językach: polskim, angielskim, francuskim i niemieckim). I którzy to wybitni Żydzi zarabiali na życie – bez wyjątków – własną pracą. Wykonywaną – jaka by to nie była praca – w sposób co najmniej ponadprzeciętny.

Albowiem, między urodzeniem się, a śmiercią – nawet w XIX-wiecznej Warszawie! – trzeba jednak było robić to swoje „coś” dużo lepiej niż dobrze, by skupić na sobie zainteresowanie mediów.  (Zjawisko funkcjonowania w życiu publicznym ludzi, którzy są znani, bo są znani, występowało wówczas – na co zwracamy uwagę – ze znacznie mniejszym natężeniem niż dziś).

Więc, nawet jeśli już ktoś był aktorem, działaczem gospodarczym i biznesmenem, człowiekiem pióra, filantropem, księgarzem  i wydawcą, lekarzem, malarzem, filozofem, tłumaczem; o profesorach uniwersytetu, uczonych i wynalazcach była już mowa; albo muzykiem, pisarzem, rabinem, szachistą czy politykiem, należało ponadto okazać się wybitnym. Może niekoniecznie aż na tyle, aby od razu zostać przyjętym na audiencji przez cara Aleksandra albo królową angielską Wiktorię, ale… niektórym z naszych (portretowanych) i to się przydarzyło. Co nie zmienia faktu, że wtedy – jeśli się już urodziło Żydem – warto było jeszcze konsekwentnie i w słyszalny oraz widoczny sposób sprzyjać asymilacji, emancypacji i reformie judaizmu (zmiana wyznania w zasadzie nie wymagana), bardzo gorąco pragnąć zbliżenia polsko-żydowskiego i aktywnie działać na jego rzecz. I w żadnym wypadku nie pozostawać obojętnym wobec powstań narodowych. I jeszcze dawać temu wyraz słowem oraz czynem (Cytadela – choćby na krótko, a jeszcze lepiej także zesłanie, mile widziane), etc. etc. Wówczas pojawiała się szansa trafienia na łamy, a z czasem na naszą wystawę.

Na której, na ponad osiemdziesięciu obrazkach, twarze ponad pięćdziesięciu osób spełniających, jeżeli nie wszystkie, to większość tych warunków. Niektórzy Żydzi pojawić się musieli więc na wystawie kilkakrotnie. Dlaczego? Bo widocznie częściej kiedyś trafiali na łamy. Zwykle wtedy były to – można sprawdzić – strony tytułowe. Czasami nawet najpoważniejszych krajowych czasopism. Nawet zagranicznych.

Nie zawsze są to portrety ludzi, czasem tylko wyobrażenia przedmiotów z nimi, i tylko z nimi, jak najściślej związanych. Jest też na naszej wystawie kilka – i to nie byle jakich – przedmiotów. Nie ma co prawda ani jednej – najskromniejszej nawet – puszki na etrog czy menory, albo chociaż najskromniejszej jarmułki, ale są za to – na przykład – trzy wydania pierwszej polskiej encyklopedii z prawdziwego zdarzenia czy mechaniczny kalkulator, którego twórca otrzymał złoty medal na pierwszej wystawie światowej w Londynie (1851). Jest też – dla potrzebujących czy niepewnych – kilka luster.

Traf – nie wiemy, czy żydowski czy polski – chciał, że o wielu z tych znanych Żydach dziś wiadomo – powtarzamy – raczej mniej niż więcej. Więc może wcale nie warto, ale może jednak warto, sprawdzić osobiście w stołecznym Muzeum Etnograficznym dlaczego nie zaszkodzi cokolwiek wiedzieć o ludziach noszących następujące, poza już wymienionymi, nazwiska: Acosta, Bałucki, Beiser, Bersohn, Bloch, Blumenstock, Centnerszwer, Dawison, Eisenbaum, Englisch, Epstein, Esterka, Fajerman, Frank, Glücksberg, Gunsberg, Hirschfeld, Hirszenberg, Horowitz, Kronenberg, Landau, Lesser, Lewenthal, Levy,  Meisels, Mickiewiczowa, Montefiore, Münchheimer, Neufeld, Orgelbrand, Redlich, Rosen, Rosenthal, Spinoza, Steinitz, Toeplitz, Wieniawski, Winawer czy Zukertort.

Wreszcie: Prawdopodobnie ten sam traf, co wyżej, sprawił, że pewna część spośród wyżej wymienionych osób pochowana została na cmentarzach innych niż ich dziadkowie albo nawet rodzice. Bo na katolickich albo protestanckich. Co mogło, ale nie musiało oznaczać, że – na przykład – w ich życiu zaszły zmiany rozleglejsze niż te, które powodować musiała sama tylko konwersja  na chrześcijaństwo. Nie jest też wykluczone, że do podobnych rewolucji dochodziło w życiu tych, którzy jakoś tam – mimo wszystko – przy swym judaizmie wytrwali.

Aby samemu przekonać się, o jakich zmianach mowa, i w ogóle jak to było naprawdę, oraz jaki istnieje związek pomiędzy tym „co było naprawdę” a tym co, kochana pani Kowalska, ludzie gadają, warto może wziąć udział w sponsorowanym przez Biuro Edukacji Urzędu m. st. Warszawy programie edukacyjnym dla uczniów szkół średnich ››Żydzi – Żydzi-Polacy – Polacy‹‹.

WIĘCEJ INFORMACJI JESZCZE W SIERPNIU ZOB: 

http://www.zydniemalowany.pl/

https://www.facebook.com/zydniemalowany

Muzeum Wieczny Tułacz